sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 18

Rozdział 18

~~Perspektywa Maryse~~

Siedziałam przy biurku w swoim gabinecie nad papierami dotyczącymi niejakiej Seraphiny, które dostałam od Cichych Braci, po tym co się tu stało kilka godzin temu.
Gdy Jace mi powiedział kto torturuje Clary nie wiedziałam co myśleć. Każdy mały Nefilim wiedział że gdy jest się niegrzecznym może przyjść zła Pani Seraphina i zabrać do swojego królestwa które jest podobno jeszcze gorsze niż Edom.
Oczywiście każdy Nocny Łowca, nawet mały, wiedział też że to JEDYNA "legenda" która jest absolutnie wyssana z palca. I wierzyłam w to... aż do teraz.
Spojrzałam na zegarek który stał przede mną i wskazywał już trzecią w nocy. Przyłożyłam palce do skroni by je sobie trochę rozmasować. Za dużo rzeczy jak na tak krótki czas
-Kochanie skończ już. Przepracujesz się.-usłyszałam głos tuż przy moim uchu. Poderwałam się jak szalona i odwróciłam się do intruza. Okazał się nim mój mąż.
-Robercie! Przestraszyłeś mnie na śmierć! Nie słyszałam jak wchodziłeś-powiedziałam z wyrzutem.
-Przepraszam, nie chciałem cie wystraszyć-powiedział z miną która mówiła że na prawdę jest mu przykro. Aż zrobiło mi się go żal-ale mam dla ciebie wieści. I co lepsze są to same dobre wieści.
-Co się stało? Clary się obudziła?!-krzyknęłam podekscytowana (co było nie na miejscu i zupełnie nie w moim stylu!) ale gdy tylko zobaczyłam minę Roberta, mój entuzjazm uleciał. Opadłam na fotel i słuchałam dalej męża.
-Clary niestety JESZCZE-dał nacisk na słowo "jeszcze"- się nie obudziła ale za to Magnus tak-uśmiechną się.
-To dobrze, ale o co chodziło ci z tym "jeszcze"? Co to ma znaczyć?
-To jest da druga wiadomość. Przyjechała Theresa Gray. Przyrodnia matka Clarissy.


~~Perspektywa Tessy~~

Gdy tylko usłyszałam że Clary zniknęła chciałam od razu wyrwać się Clave i do niej jechać, ale ten głupi Inkwizytor mi nie pozwalał bo "to by się liczyło z ucieczką, co jest surowo karane".
I nagle kilka godzin wcześniej ponownie dostałam wiadomość o Clary. Tylko teraz zawierała ona i dobrą i złą wiadomość. Clary się odnalazła ale niewidoma i coś się z nią działo...
Teraz nareszcie siedziałam w ciepłym, wygodnym aucie i jechałam do Instytutu. Deszcz lał się strumieniami ale niekiedy słońce przebijało się przez ciemnie chmury co dawało niesamowity efekt. W takich chwilach żałowałam że nie ma ze mną Jocelyn... tęsknie za nią i za zapachem farb który chyba już do niej przylgnął. Niestety... już nigdy nie namaluje nic, ani nie zobaczy jak bardzo jej córka odziedziczyła po niej ten niesamowity talent.
-To tutaj proszę pani.-usłyszałam głos kierowcy. Wyjrzałam przez okno i rzeczywiście. Byliśmy na miejscu. Dałam więc mu pieniądze i wysiadałam z taxówki. Stanęłam przed wielkim budynkiem który wyglądał na dawno nie używany kościół. Ale tak nie było.
Zaczęłam zdejmować czar, co swoją drogą było banalnie proste, pod którym ukazał się prawdziwy budynek. 
Był niesamowity. Mimo że był tu od wieków nie stracił swojej świetności. Jego liczne wierze i wieżyczki pięły się do nieba na około dwóch dzwonnic. Mimo że znajdował się pośród wielkich i nowoczesnych drapaczy, zdecydowanie był najładniejszym budynkiem.
Nigdy nie myślałam że będę mogła tu kiedyś wejść mimo że przez lata mieszkałam w Londyńskim Instytucie razem z pierwszymi Nocnymi Łowcami których poznałam i ze swoim jedynym, najpiękniejszym mężem, którego już nigdy nie zobaczę, a potem jeszcze ze swoimi dziećmi które...
Otrząsnęłam się ze wspomnień i podeszłam do wielkich drewnianych drzwi. Teraz najważniejsza jest Clary a ja tu stoję i rozpamiętuje rzeczy które minęły i nigdy nie wrócą...
Rozejrzałam się, czy nikt nie idzie, na przykład zwykły Przyziemny. Nie. Było pusto. W końcu czego się spodziewać o trzeciej w nocy. Nacisnęłam dzwonek w kształcie Anioła Razjela i wsłuchiwałam się w cudowny dźwięk który rozchodził się po wnętrzu Instytutu. Po chwili otworzył mi barczysty mężczyzna. Na pewno Nocny Łowca. Jego runy wiły się na odsłoniętych ramionach i wystawały spod czarnej koszulki.
-Dzień dobry, jestem Theresa Gray. Matka Clary.
Mężczyźnie oczy się rozszerzyły na mój widok, ale nic nie powiedział. Odsunął się od drzwi, otwierając je szerzej tym samym mnie wpuszczając.
Znalazłam się w holu który był ogromny. Sufit ginął w ciemnościach, a podłoga była z jasnego kamienia poprzecinana czarnymi liniami. Na przeciwko mnie znajdował balkon od którego po prawej i lewej wiły się schody. Na ścianach były liczne drzwi, które prowadziły w głąb Instytutu.
-Może się czegoś Pani napije?-zapytał.
-Proszę mówić mi Tessa-powiedziałam z uśmiechem.
-Oczywiście, Tesso. Ja jestem Robert Lightwood.
-Szef Instytutu?
-Nie. Mąż szefowej-i zaśmiał się serdecznie. Zawtórowałam mu.
-Mieszkałam w Instytucie, który prowadziła kobieta. I był to najlepiej prowadzony Instytut tamtych czasów-i wesołyuśmiech zamienił się w smutny. Widziałam Charlotte i Henry`ego,jak by to było wczoraj, stojących przed głównymi drzwiami i machających do mnie.
-Wszystko dobrze, Tesso?-zapytał z troską Robert.
-Tak, tak. Oczywiście. Po prostu naszły mnie stare wspomnienia.
-Ah, no dobrze. W takim razie zaprowadzę cie do salonu a potem pójdę po Maryse.
Kiwnęłam tylko głową i ruszyłam za mężczyzną. Poprowadził mnie do wielkich drzwi po prawej od frontowych. Gdy weszliśmy już tam ktoś był.
Troje dorosłych ludzi i dwoje dzieci siedziało na kanapach. Ale jedna osoba była mi znajoma. I to bardzo. Z tamtych cudownych czasów.
-Magnus?-zapytałam ze zdziwieniem i niedowierzaniem.
-Tessa.-powiedział wstając i patrząc tylko na mnie.
-To wy się znacie?-zdezorientowany Robert przenosił wzrok ze mnie na Magnusa i z powrotem. 
-Tak, ja z Tessą bardzo dobrze się znamy.
-Yyy... Przepraszam że przeszkadzam ale kim ty jesteś?-zapytała podejrzliwie brunetka łypiąc na mnie spode łba.
-Jestem Theresa Gray, matka Clary.


~~Perspektywa Aleca~~


-Pobudka śpiąca królewno-poczułem klepanie po policzku i niesamowity smród który leciał wprost na moją twarz. Otworzyłem natychmiast oczy i podniosłem głowę... poprawka- chciałem podnieść ale czaszkę i kręgosłup przeszył mi straszliwy ból. Skrzywiłem się i opadłem na... właśnie. Na co? 
Wiem, że leżałem. To było pewne. Na zimnym, chyba metalowym, stole. Ale nie wiem skąd tu się znalazłem.
Ostatnie co pamiętam to to że jechałem taxówką do Miasta Kości ale coś mi się nie podobało z kierowcą... coś mnie trapiło w związku z nim...
Kierowca...
Kierowca...
Co z nim...
Na Anioła! Kierowcą był Mat!
-No już myślałem że cie zabiłem. Trzy dni się nie budziłeś-Powiedział chłopak stając naprzeciwko mnie.Zaśmiał się krótko co brzmiało jakby metal tarł o metal.
-Co?! Jestem tu trzy dni?!-przeraziłem się. Co sobie myślą inni? A co najważniejsze... co z Clary?!-po co mnie tu ściągnąłeś?!
-Na czyjąś prośbę-uśmiechnął się. Jego niesamowicie czerwone oczy jarzyły się złośliwością.
-Kogo? I gdzie ja właściwie jestem, do cholery?!-krzyknąłem szarpiąc rękami i nogami przywiązanymi do łóżka, które, jak zauważyłem, było chirurgicznym stołem operacyjnym.
-Spokojnie, Alexandrze. Nie tyle pytań na raz. Z wielką przyjemnością chciałbym ci przedstawić osobę, która jest dla mnie szczególnie ważna w moim życiu, jak i w misji w którą jesteś teraz wplątany, przez naszą słodziutką Clarissę.-wymówił imię dziewczyny z wyraźną niechęcią i pogardą.- Nawet nie wiesz jaki masz zaszczyt Aleku.
-Gardzę tym zaszczytem-powiedziałem z nienawiścią. On się tylko na to zaśmiał.
-Oj,jeszcze mi za to podziękujesz. Z własnej woli czy nie. A teraz przedstawiam ci oto kobietę mojego życia.
-Serio?
-Matko. Wyjdź do nas.-powiedział z opanowaniem Mat.
Z ciemności wyłoniła się wysoka kobieta o włosach czarnych i falowanych w krótkiej czerwonej i bardzo obcisłej sukience.
-Witaj, Alexandrze-powiedziała aksamitnym głosem.
-Kim ty jesteś?-zapytałem.
-Ja jestem... hmm...wiesz kto to Lilith, prawda? Oczywiście, że wiesz-odpowiedziała na swoje pytanie nawet nie czekając aż się odezwę.-Więc, Lilith...przy mnie to mały pikuś. Bo ja jestem legendarną... Seraphiną.





Witajcie, Nocni Łowcy!
Powracam chyba z najdłuższym rozdziałem w dziejach tego bloga!
W sumie to może nawet być, ale jest taki nudnawy...

Chciałam wam BAAAAAARDZO podziękować za prawie 7 000 wyświetleń <3 Kocham was za to <3

I mam jeszcze takie pytanko:
Założyć taką zakładkę jak "spam" albo "pytania" gdzie będziecie mogli pytać mnie o wszystko co tylko będziecie chcieli, i nie koniecznie o bloga :*
Swoje opinie zostawiajcie w komentarzach <3

No to chyba wszystko...
Do następnego pisania <3


Clary <3





















wtorek, 5 stycznia 2016

Zła wiadomość...

Hej... 
Ponieważ przez ostatnie dni przechodzę załamanie, postanowiłam zrobić sobie króciutką przerwę w pisaniu...
Baaaardzo was przepraszam, ale muszę to zrobić...
I tu nie chodzi o to że się wypaliłam czy coś, bo ja mam 1000 pomysłów na sekundę (xD) tylko bardziej o to że mam... kłopot z przelaniem ich na słowa które utworzą cudowny rozdział, który z wielką chęcią będziecie czytać. W głowie mam już plac co i jak ale jak przyjdzie co do czego, nie umiem nic napisać i dlatego są takie krótkie i nijakie rozdziały...

Więc, mam nadzieje że mi wybaczycie te małe "wakacje" (co swoją drogą jest dla mnie męczarnią że was zawodzę...) i będziecie czekać na moje kolejne wypociny.

Mogę pojawić się w każdej chwili ale raczej nie wcześniej niż w piątek wieczorem albo sobotę...

No to do następnego napisania...


(troszeczkę podłamana) Clary





 

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 17

Rozdział 17

~~Perspektywa Clary~~

Obudziłam się w białym pomieszczeniu. Przetarłam oczy i wstałam chwiejnie. Rozeznałam się w terenie mnie otaczającym i stwierdzam jedno.
Nic nie wiem. Ani gdzie jestem, ani o co...
O nie...!
To nie może być...?!
Zamknęłam oczy i napięłam wszystkie mięśnie w nerwowym oczekiwaniu na ten cudowny głos  który usłyszałam gdy ostatni raz byłam w takim miejscu, ale... Nic. Żadnego żywego człowieka, ducha ani...Anioła. Jeszcze raz dokładnie się rozejrzałam. W końcu wzruszyłam ramionami i zaczęłam iść przed siebie. Przeszłam już kilkadziesiąt kroków i nigdzie nie doszłam. 
Byłam, dosłownie, w nicości.
Stanęłam i zaczęłam się obracać by ponownie przeszukać wzrokiem wszystko co było dookoła mnie. Ale żadnego rezultatu. Zrobiłam krok w tył i... Natrafiłam na coś! Albo raczej na kogoś!
-Na Anioła!-usłyszałam głos... co prawda anielski ale tak dobrze znany mimo że tak krótko...
-Jace?!-krzyknęłam gdy tylko się odwróciłam i spojrzałam w złote tęczówki pięknego chłopaka.
-Nie wierze-powiedział oszołomiony, po czym przyciągną mnie do siebie i ściskał tak jakby już nigdy miał mnie nie wypuścić ze swoich objęć- Na Anioła, tak się o ciebie martwiłem.-szepną w moje włosy- Ty idiotko, masz już nigdy tak mi nie robić, rozumiesz- powiedział "groźnie" patrząc mi w oczy.
-Jace, tak tęskniłam-i teraz to ja się do niego przytuliłam a po moich policzkach poleciały łzy które natychmiast wsiąkały w jego szarą koszulkę. Jace tylko pocałował mnie delikatnie w czubek głowy (musiał się delikatnie schylić, by to zrobić -_- ).
Staliśmy tak jeszcze chwile... to znaczy chyba chwile, bo dla mnie to była wieczność, ale w końcu się od siebie odsunęliśmy.
-A tak w ogóle to gdzie my jesteśmy?
-Gdzie my jesteśmy?-zapytaliśmy w tym samym momencie. Gdy się usłyszeliśmy momentalnie razem się zaczęliśmy śmiać. Ale po chwili nastała cisza gdy dotarło do nas że nie znamy odpowiedzi na te pytania.
-Tak wyglądało miejsce gdzie po raz pierwszy spotkałam się z Efizem...-powiedziałam zamyślona, przypominając sobie moją pierwszą i jak na razie jedyną wizytę w niebie.
-Z Efico?-zapytał Jace patrząc się na mnie.
-Anioł który jest moim stróżem...-powiedziałam z automatu a Jace`owi po prostu opadła szczęka. Uśmiechnęłam się na ten widok i zaproponowałam-może usiądziemy? Zapowiada się długa historia.
On tylko kiwnął głową na znak że się zgadza. Nie musieliśmy nigdzie chodzić, bo nawet nie było gdzie więc usiedliśmy tam gdzie staliśmy.
-Od czego tu zacząć-westchnęłam.
-Może najlepiej od początku.-powiedział Jace- Co się z tobą stało? Usłyszeliśmy twój krzyk, pobiegliśmy do twojego pokoju, ale ciebie już tam nie było. Była tylko potłuczona szklanka i...
-I liścik. Tak. Od Aleca.- dokończyłam smutnym tonem. Spuściłam głowę tak, że moje włosy zrobiły w pewnym sensie kurtyne między mną a Jacem.- Gdy byłam w pokoju, po tym jak od was wybiegłam, najpierw siedziałam i rozmyślałam... O was, o rodzicach, o tym czego się dowiedziałam-przerwałam i zrobiłam wdech i wydech żeby się uspokoić i kontynuowałam moją opowieść- W końcu poszłam spać ale obudziłam się po pięciu minutach i zobaczyłam tą szklankę. Ucieszyłam się, bo przyniósł mi ją Alec. Nie wypiłam jej od razu bo, nie że mi sie nie chciało pić, ale miałam przeczucie że będzie mi potrzebna ta woda na później. Gdy wstałam zerknęłam na ścianę koło łazienki. Niby zwykła a coś kazało mi do niej podejść, położyć na niej dłoń, zamknąć oczy i pomyśleć o największej, najpiękniejszej i najlepszej sali do tańczenia. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam coś tak jakby... portal? drzwi? Sama nie wiem jak to nazwać. Mniejsza o to. W tym czymś zobaczyłam taką salę jaką sobie wyobraziłam. Myślałam... nie. Ja wiedziałam że mogę tam spokojnie wejść. Że nic mi się nie stanie. I tak zrobiłam.
Słysząc jak Jace nabiera gwałtownie powietrza podniosłam głowę. Nasze spojrzenia się spotkały-jego niedowierzające, moje smutne.
-Clary, dlaczego tam weszłaś. Jak mogłaś zrobić coś tak lekkomyślnego?-zapytał blondyn. I to nie gniewnym tonem. Zapytał się... z miłością.
-Jesteś na mnie zły?
-Zły? Na ciebie? Nigdy.- patrzyliśmy sobie w oczy po czym wyciągną ręce dłońmi do góry. Ujęłam je powoli a on mnie przyciągną do siebie i mocno przytulił. Ale nie tak jak na początku-zachłannie a delikatnie okazując mi miłość... ale tak jak brat do siostry.
-Clary...-zaczął, ale po moim imieniu zaciął się i nic nie powiedział.
-Jace, powiedz mi co masz powiedzieć.-poprosiłam bo wydawało mi się że czeka mnie najgorsze, ale jeszcze nawet nie myślałam co może być tym najgorszym. Może chodzi o Anabeth? A może o...Aleca?! Już miałam się go zapytać o jego parabatai ale...
-Clary, kocham cię.
Zmarłam z otwartą buzią w jego ramionach. 
-Jace...-szepnęłam, po chwili milczenia, kiedy...
-Och, jaka słodka scenka- usłyszałam za sobą słodziutki kobiecy głos. Przekręciłam się w uścisku Jace`a i zobaczyłam że właścicielką tego głosu jest wysoka, smukła kobieta o czarnych, falowanych włosach i o identycznych oczach jak ja.
-Kim... Kim ty jesteś?-zapytał Jace 
-Jestem najpotężniejszą upadłą boginią! Jak kiedyś byłam Aniołem tak teraz jestem Panią Upadłych Aniołów!-powiedziała wszystko bardzo wyraźnie i powoli uśmiechając się przy tym promiennie.
-Ty... To ty jesteś Seraphina?!-zapytał Jace z WIELKIM zdziwieniem i trochę jakby... ze strachem? Mimo że znam Jace`a niedługo to już wiem że on się niczego nie boi.
-Brawo, młody Herondale`u. Tak. Jestem Seraphina.
-Na Anioła, ty przecież... nawet Cisi Bracia mówią że nie istniejesz.-no tak... wrócił dawny Jace. Arogancki, nonszalancki i niemożliwie sexkowny blondyn. 
-Bo sami nie chcą wierzyć, w to co może przynieść zgubę nie tylko Nocnym Łowcą ale i całemu światu. A teraz jeśli pozwolisz-powiedziała Seraphina do Jace`ego- zabiorę naszą słodką Clarissę na parę słówek w cztery oczy.-i spojrzała na mnie. Nie wiem ile ma lat. Jej ciało wygląda na dwadzieścia pięć ale oczy... oczy mówią o setkach lat przebytego nieśmiertelnego życia.
-Nie. Nie dostaniesz jej.-powiedział ostro chłopak i mocniej mnie objął.
-Och, myślisz że mi przeszkodzisz? No to się przeliczyłeś!- krzyknęła i zamachnęła się ręką. Poczułam jak Jace mnie puszcza i odlatuje na kilka metrów.
-JACE!- wrzasnęłam.
-Nic mu nie będzie. Na razie.-powiedziała kobieta.
-Czego chcesz?-zapytałam z nienawiścią i odrobiną strachu w głosie.
-Ciebie.- gdy to powiedziała zabłysły jej oczy. Nagle coś mnie poderwało do góry na kilka metrów i rzuciło o podłogę. Z impetem uderzyłam głową w ziemie, i pojawiły mi się mroczki przed oczami. 
-Clary!-usłyszałam Jace`a. Kątem oka widziałam jak wstawał chwiejnie i usiłował do mnie podejść.
Nagle usłyszałam świst przecinający powietrze i poczułam jak coś cienkiego ale niezwykle ostrego przecina mój brzuch. Dotknęłam dłonią brzucha i się przeraziłam... Krew. Po chwili poczułam takie samo ukucie bólu na rękach, policzkach i nogach. W końcu nie wytrzymałam i wrzasnęłam z bólu.
-O tak! Tak się właśnie czułam jak stałam się Upadłą. I to przez ciebie! Teraz będziesz cierpiała tak jak ja!-usłyszałam krzyk i śmiech Seraphiny.
-Nie! Clary!!!-to Jace krzyknął nagle i tak samo nagle ucichł. Z wielkim trudem, dalej smagana biczem przez Seraphine, odwróciłam głowę gdzie jeszcze przed chwilą leżał Jace... Ale teraz nie było tam nikogo. Zostałam tylko ja i kobieta która przestała już mnie biczować ale podeszła do mnie i przykucnęła i wysyczała mi wprost do ucha.
-A teraz DO WIDZENIA, śpiąca i ślepa królewno-w ostatnie słowo włożyła tyle jadu że spokojnie zabił by wszystkich w Instytucie.
A potem zabrała mnie ciemność.




Heeeeejka! 
Powróciłam po (chyba) najdłóższej przerwie w pisaniu.
Ale to nie moja wina... nie miałam internetu... :/
I przez to nie złożyłam WAM ŻYCZEŃ NA NOWY ROK!
A więc wszystkiego naj i oby rok 2016 był lepszy niż poprzedni, przynosił więcej DOBRYCH niespodzianek i by wasze postanowienia noworoczne się spełniły <3

A co do rozdziału...
W sumie... może być. Trochę dłuższy niż zwykle ale niestety tylko z perspektywy Clary. Ale chyba się wyjaśniło czemu Jace obudził się z krzykiem i co jest Clary.
Niestety wiem też, że jest mała rozbieżność pomiędzy tym rozdziałem a poprzednim (Wiadomo kto biczował Clary) Ale zorientowałam się przy końcowym pisaniu i już mi się nie chciało poprawiać. Myślę że mi CHYBA wybaczycie, prawda???

No... to chyba wszystko :*
Do następnego pisania <3
Clary :*














niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 16

Rozdział 16

~~Perspektywa Anabeth~~

Gdy tylko spojrzałam jej w oczy, przeraziłam się i nabrałam gwałtownie powietrza.
Zwykle jej piękne, szmaragdowe oczy były szare i puste. 
Moja reakcja chyba nie była najlepsza bo Clary od razu wybuchła płaczem
I wtedy wydarzyło się kilka rzeczy naraz: do pokoju wpadli Maryse, Robert, Magnus i Izzy a za nimi, na korytarzu, stali Max i Lessa.
Kolejną rzeczą która miała miejsce to to, że Clary zemdlała. Która od początku była zimna i blada ale teraz stała wręcz lodowata a jej usta wcześniej bladoróżowe, stały się sine. 
-NIE!-wrzasnęłam przeraźliwie, potrząsając dziewczyną.-Nie rób mi tego! Proszę, nie zasypiaj! Clary, masz się obudzić, rozumiesz?! Obudź się!-zaczęłam płakać i już miałam kolejny raz nią potrząsnąć kiedy poczułam że ktoś nakrywa moje dłonie swymi. To była Maryse.
-Już spokojnie, Ana. Ona żyje.-Uspokajała mnie, ale ja zaczęłam się kołysać w tył i przód, z rudowłosą na kolanach, cały czas szlochając.
-Trzeba ją zabrać do Izby. Magnusie mógłbyś...-odezwał się Robert. Magnus tylko kiwną głową, zamruczał kilka słów w nieznanym języku i poruszył palcami u ręki. Nagle Clary zaczęła się unosić do góry, jakby wyrywała mi ją jakaś dziwna siła. Trzymałam się jej kurczowo i nie miałam zamiaru jej puścić. Ani teraz, ani nigdy. Widząc upór na mojej twarzy, Magnus prychną i powiedział ze zniecierpliwieniem.
-Chce ją tylko przetransportować za pomocą czarów. Tak będzie szybciej i wygodniej dla każdego a na pewno bezpieczniej dla samej transportowanej.
Trzymając ją cały czas za drobną i lodowatą dłoń, podniosłam się z ziemi i pozwoliłam by Clary płynęła w powietrzu za Magnusem. Przez całą drogę nikt się nie odezwał. Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana w nieruchomą twarz dziewczyny. Nie było jej tyle czasu, nie wiadomo co się z nią działo i nagle pojawia się i to ślepa, zamienia kilka słów a po chwili mdleje. Jest strasznie chuda. Chudsza niż była. Skóra na jej twarzy jest napięta na kości policzkowe które wystają poniżej wielkich ciemnych plam pod oczami co wygląda jak straszna maska. 
Gdy dochodziliśmy do Izby usłyszałam męski krzyk. Ale kto to mógł być? Przecież wszyscy są tutaj... JACE!
Puściłam rękę dziewczyny i pobiegłam za krzykiem. Wpadłam tam o mało co nie wyrywając drzwi z zawiasów i od razu spojrzałam na blondyna. Miotał się na łóżku i krzyczał ale oczy miał cały czas zamknięte. Czyli zły sen... Uff..
-NIE! PROSZĘ ZOSTAW JĄ! WEŹ MNIE!
Podeszłam do niego już trochę (troszeńkę) uspokojona że nic mu nie jest. Że tylko śni ale i tak się o niego martwiłam. Z bliska zobaczyłam małe kropelki potu na czole. Zaczęłam go budzić.
-Jace. Jace obudź się. To tylko zły sen.-mówiłam cicho i delikatnie. W ostatniej chwili uniknęłam ciosu pięścią wymierzoną w moją twarz.- Jace wstawaj ty leniu! Obudź się rozumiesz!-zaczęłam krzyczeć. Nagle znieruchomiał i...
-NIE!!! CLARY!!!-wrzasnął na całe gardło siadając prosto. Ja, zaskoczona jego gwałtownością, upadłam na łóżko obok ale natychmiast się podniosłam.
-Jace?! Jace co się stało?!-zapytałam czując że wszyscy się na nas patrzą.
-C...Clary. Ona ją ma.-powiedział roztrzęsionym głosem. 
-Kto ją ma?-zapytała szybko Maryse i podeszła do łóżka.
-Nie wiem. Ale jedno jest pewne. Ona robi jej krzywdę! Trzeba po nią iść! Natychmiast!-zawołał i zaczął się podnosić ale mu nie pozwoliłam.
-Masz leżeć...
-Nie! Nie rozumiesz że Clary jest w niebezpieczeństwie?!
-Jej nic nie jest.-odezwał się Magnus.
-Na Anioła! Wy nic nie rozumiecie! Ona ją bije!
-Nie, Jace. To ty nie rozumiesz. Ona jest tutaj-czarownik odsuną się i przepuścił latającą Clary-widzisz?
Nagle coś kapnęło na podłogę pod dziewczyną. Podeszłam tam i ukucnęłam. Dotknęłam cieczy i...
-To krew.-powiedziałam oszołomiona. Usłyszałam cichy okrzyk Isabelle. Podniosłam się i spojrzałam na Izzy. 
-Co się stało, Iz?-zapytała. Nic nie odpowiedziała ale powoli podniosła trzęsący się palec i wskazała na mnie... nie. Pokazywała na za mnie. Czyli na Clary. Odwróciłam się nie rozumiejąc o co jej chodzi... I nagle zrozumiałam. 
Na ciele rudowłosej pojawiały się rany. Rany po biczu. 
Miała ich już kilka na rękach, nogach, twarzy i podejrzewam że na brzuchu też bo na bluzce były wielkie plamy krwi.
-Na Anioła! Magnusie co się dzieje?!-krzyknęłam.
-Mówiłem wam! Mówiłem a wy mi nie wierzyliście!-Jace poderwał się i podbiegł do mnie w samą porę by złapać spadającą Clary. 
-Magnusie!-Izzy podbiegła do leżącego czarownika i starała się go obudzić.
-Anabeth, pomóż mi-usłyszałam głos Jace`a z dołu. Otrząsnęłam się i schyliłam po dziewczynę która leżała na blondynie. Zaniosłam ją na łóżko sąsiadujące z łóżkiem Jace`go i usiadłam obok niej. 
Co chwilę pojawiały się jej nowe rany na ciele. 
A my nie wiedzieliśmy dlaczego i jak pomóc...




Hej! Powróciłam po przerwie świątecznej! 
Miałam już napisany ten rozdział wczoraj ale chciałam go lepiej dokończyć (co mi absolutnie nie wyszło) i w końcu dodałam go dzisiaj.
Mam nadzieję że się wam spodoba :*
Niestety nie wiem kiedy będzie next (czyli jak zwykle stara śpiewka xD)
No to do następnego pisania :*\

P.S. Chciałam was zaprosić na moją stronę na facebooku która jest o tym blogu (xD). Będe tam podawała nowinki ze świata Nocnych Łowów i może fragmenty rozdziałów <3 
Zapraszam <3
 [LINK]


Clary :*
 

















środa, 23 grudnia 2015

Wszystkiego Najlepszego!

Wszystkiego Najlepszego z okazji

Świąt Bożego Narodzenia!!!


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć ciepła rodzinnego, wspaniałej, świątecznej atmosfery, duuużo prezentów (to znaczy dużo nowych Serafickich Ostrzy xD <3) , śniegu... (bo w Polsce się chyba nie doczekamy...) I czego sobie tylko zapragniecie! 




Kocham Was <3
Clary :*  


P.S. Przepraszam was że dawno nie dodałam rozdziału, ale przyszły święta, a wigilia u mnie w domu, więc musiałam pomagać (sprzątać, gotować itp.) ale w przerwie świątecznej na pewno coś dodam! (Nie obiecuję że długi ale dodam ten wasz upragniony rozdział, bo po komentarzach pod ostatnim rozdziałem zaczęłam się bać o własne życie :* xD) 
Więc niebawem się znowu "zobaczymy" :* 

Clary :*


 

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 15

Rozdział 15

~~Perspektywa Anabeth~~

-On w ogóle się kiedyś obudzi?-zapytała Lessa. Wszyscy, czyli ja, Maryse, Robert, Lessa, Max, Izzy i Magnus, byliśmy w sali szpitalnej w której, na jednym z łóżek leżał Jace. Odkąd stracił przytomność minęły dwa dni. Dwa dni które były ciężkie dla każdego w Instytucie. 
O Clary nie było wieści. Nawet Magnus nie mógł jej znaleźć za pomocą Czaru tropiącego, tak jak zrobił to wcześniej. Jak mówił, taka sytuacja ma dwa wyjścia. Albo ktoś nałożył na nią czar ukrywający albo... nie żyje.
Alec też zaginął. Podobno w ogóle nie dotarł do Cichego Miasta. Z nim jest tak samo jak z Clary. Przepadł. Ale przez to co się stało z Jace`m, dało nam do myślenia. Od tak nikogo nie boli głowa, aż tak by jego parabatai mdlał i nie odzyskiwał przytomności przez dwa dni.
-Les, nie wiesz że nie mówi się takich rzeczy przy...-szukałam słowa. Jace nie był ani chory ani nic mu nie było a jednak nie dało się go obudzić. To tak jak by zasnął w bardzo twardy sen i nic ani nikt go nie zbudzi.-Po prostu się tak nie mówi.-zakończyłam.
Nie wierzyłam że mam siostrę. Opowiedziała nam o sobie wszystko ale ja nie pamiętam by kiedykolwiek  moja mama była w ciąży. Ale nawet tego nie zauważyłam, to dlaczego to przede mną to ukrywali?
-Idę zrobić sobie kawę. Ktoś coś jeszcze chce?-zapytała Maryse, wstając z niskiej kanapy która stała koło drzwi do łazienki. Wszyscy pokręcili przecząco głowami. Chyba tylko ja nie mogłam tu dłużej wysiedzieć.
-Ja chętnie napiję się herbaty, więc pójdę z tobą.- spojrzałam na piękną i nieruchomą twarz chłopaka po czym pośpieszyłam za kobietą. Jej obcasy stukały tak głośno że echo niosło się po całym Instytucie. 
-Anabeth... wybacz, że pytam w takiej chwili ale, ty i Jace nadal jesteście razem?-zapytała Maryse z wachaniem, tym samym przerywając ciszę która po między nami zapadła. 
-My i Jace nadal jesteśmy razem... przynajmniej tak mi się wydaję...-powiedziałam smutnym tonem. Maryse nie odpowiedziała, a ja dalszą drogę do kuchni odbyłam patrząc się w podłogę.
Po chwili weszłyśmy do kuchni. Pomieszczenie było urządzone, o dziwo, nowocześnie. Wszędzie chrom, metal a przeważającymi kolorami były tutaj biel i czerń. Maryse podeszła do ekspresu do kawy, położyła filiżankę która minucie była pełna czarnego esspresso. Podniosła ją ostrożnie i upiła łyk po czym zapytała.
-Czy ty i Jace... czy wy już... no...-plątała się.-Czy wy planujecie dzieci?-wypaliła na jednym wdechu. Gdy to mówiła ja właśnie słodziłam herbatę-poprawka, chciałam posłodzić ale i łyżeczka i cukierniczka spadły na podłogę. Odwróciłam się do niej.
-Przepraszam Maryse, ale o co ci chodzi?
-O Clave. Pamiętasz list od nich, o którym wam mówiłam? Było w nim nie tylko ostrzeżenie przed Clary, ale i nowe punkty do kodeksu. I jeden z nich mówił...-znowu się zawiesiła.
-No dalej Maryse! Co w nim było?!-pośpieszałam ją.
-Że teraz każde dziecko które się urodzi w ciągu pięciu lat, od teraz, ma być oddane do Akademii i nie będzie miało prawa spotykania się z rodzicami. Wręcz nie będzie wiedziało kim są jego rodzice-mówiła z wielkim smutkiem.
-Nie, ja z Jace`m na razie o tym nawet nie myśleliśmy.
-Aha...-bąknęła kobieta.
-Maryse, czy coś...?-zaczęłam bo czułam że coś przede mną ukrywa ale...
-Jestem w ciąży.-zamurowało mnie. 
-Ja... to znaczy... To wspaniale Maryse! Gratulację!-wykrzyknęłam szczęśliwa i już miałam ją uściskać, ale spojrzałam na jej minę i to mnie powstrzymało- o co chodzi? 
-Nie słyszałaś co przed chwilą powiedziałam? Clave zabiera dzieci!- krzyknęła ze łzami w oczach. 
-Na Anioła...-szepnęłam i przytuliłam. Ona zaczęła płakać mi w ramię.
-Jestem w...piątym tygodniu. Magnus...mi...powiedział- łkała. Nagle usłyszałam krzyk. Krzyk rozpaczy. Ale co najważniejsze... znałam ten krzyk!
-HALO?! JEST TU KTO?!
Biegłam w stronę głosu. Musiałam wbiec po schodach, skręcić w prawo, potem w lewo, jeszcze raz w prawo i przejść przez drzwi. Znałam tą drogę bo prowadziła ona do mojego pokoju. 
Gdy wbiegłam do mojego pokoju nikogo nie było. I wtedy znowu...
-TU JESTEM!-krzyk i szloch dobiegał z drzwi na przeciwko. 
Z drzwi... Clary.
Wparowałam tam i od razu zobaczyłam na środku pokoju burzę rudych loków.
Clary.


***

~~Perspektywa Clary~~

Obudziłam się na czymś zimnym. Ogólnie zimno otaczało mnie z każdej strony. Otworzyłam oczy... i nic nie wiedziałam. Ciemność.
CO...?! O boże... jestem ślepa... NADAL! Byłam w niebie i jestem ślepa! Ale...
Czy na pewno byłam w niebie? Czy rozmawiał ze mną Anioł? A może ja po prostu śniłam? Jeśli tak, to jak długo spałam? I najważniejsze...
Jak mam wrócić do domu?
Spróbuj teraz, Clarisso. Wydostań się stąd tak samo jak tu się pojawiłaś.
Usłyszałam ten sam cudowny głos co we śnie... Albo na jawie. Czy wszystko zawsze musi być tak skomplikowane?!
Spokojnie. Podnieś się i podejdź do ściany.
Niechętnie, ale zrobiłam to co mi kazał głos. Poniosłam się powoli i przyłożyłam rękę do ściany. Pomyślałam o Instytucie, a mianowicie o swoim pokoju. Skupiłam się na jego ścianach, łóżku, wielkim oknie przy którym siedziałam i rozmyślałam...
I nagle poczułam się jak bym spadała z zawrotną prędkością. Krzyknęłam, nie tyle ze strachu ile z zaskoczenia. Leciałam tak około dziesięć sekund po czym zostałam "wyrzucona" na podłogę. Upadłam na kolana i ręce.
Nie wiedziałam czy dobrze trafiłam. Złapałam się czegoś i powoli wstałam. Zrobiłam pierwszy krok i upadłam. Próbowałam kilka razy wstać ale zawsze kończyło się tak samo jak pierwsza próba.
W końcu nie wytrzymałam i wrzasnęłam rozpaczona.
-HALO?! JEST TU KTO?!
Przez chwile nie usłyszałam nawet małego ruchu. Gdy miałam po raz kolejny wrzasnąć... ktoś trzasną drzwiami i to całkiem blisko. Poczułam przypływ nadziei.
-TU JESTEM!-krzyknęłam. Dosłownie po trzech sekundach otworzyły się z hukiem drzwi. 
-Kto tu jest?-zapytałam. Teraz poczułam dreszcze. Nie wiedziałam gdzie jestem i jacy ludzie tu są. Mógł to być każdy ale...
-CLARY?! NA ANIOŁA!!!-usłyszałam głos który sprawił że miałam się zaraz rozpłakać ze szczęścia. Głos Anabeth- HEEEEEEJJJJ!!! DO POKOJU CLARY!!! WSZYSCY!!! NATYCHMIAST!!!-wrzasnęła.
Po chwili poczułam jak kładzie ręce na moich plecach i odwraca mnie w jej stronę. Natychmiast zamknęłam oczy. Nie chciałam żeby je widziała.
-Na Anioła, Clary! Tak się martwiliśmy! Nie wiedzieliśmy gdzie jesteś, co się z tobą działo...-przerwała swój potok słów.- Clary spójrz na mnie. Jak się czujesz?-zapytała z paniką.- MAGNUS!-zawołała- MAGNUS PRZYŁAŹ TUTAJ!- Clary spójrz na mnie-powtórzyła a ja poczułam jak łza spływa po moim policzku.-Clary nie płacz. Wszytko będzie dobrze. Spójrz na mnie, i powtarzaj: Wszystko...
-Kiedy, Anabeth, ja nie mogę spojrzeć na ciebie.-powiedziałam płaczliwym tonem. I w końcu otworzyłam oczy. 
Usłyszałam jak dziewczyna nabiera gwałtownie powietrza. Wtedy już nie wytrzymałam i z moich niewidzących oczu poleciało więcej łez. Ana mnie przytuliła i zaczęła kołysać i uspokajać.
-Ciii... Clary, spokojnie...-nagle poczułam się zmęczona. 
Ostatnie co usłyszałam to kilka osób wpadających do pokoju i okrzyki: szczęścia, przerażenia, ulgi...
A potem już nic. 
Pustka.




Witaaaaaam! Jestem z nowym rozdziałem! 
I powiem szczerze, że nie najgorszy mi wyszedł, a co ważniejsze też nie za krótki! 
Mam wielką nadzieje że wam się spodoba :*** 
P.S. Przepraszam za błędy :*
PP.S. Nie wiem kiedy będzie nowy rozdział :/

Hymmm to chyba wszystko... :*
Do następnego pisania :***

Clary :*


















piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 14

 Rozdział 14

 ~~Perspektywa Nieznanej Osoby~~

-NIE! Ona nie mogła tam pójść! Nie mogły jej tam wziąć! NO NIE MOGŁY!-krzyknęłam. Byłam wściekła. Co ta dziewczyna narobiła?! Specjalnie pokazałam jej moc, potem sprytnie przeniosłam ją do tego "pokoju" by zgniła tam, z daleka od wszystkich, nie wiedząc gdzie jest i czego ma się spodziewać, a teraz te głupie aniołki od tak sobie biorą ją do swojego "nieba" i pokazują jej wszystko czego może dokonać z tą swoją mocą...! Powinny wiedzieć że ze mną się nie zadziera... Każdy kto podjął się tej "walki" giną marnie, długo i boleśnie... Te białe, opierzone fruwające imitacje człowieka nie będą wyjątkami!- Chodź tutaj ty bałwanie!-zawołałam chłopaka.
-Jestem, Pani.-odpowiedział monotonnym głosem.
-Świetnie. Masz zadanie.-odeszłam od lustra w którym widziałam Clarissę i podeszłam do biurka. Gdy się schyliłam do szuflady, czerwona sukienka do połowy ud i bez ramiączek opięła się na moim chudym, wręcz idealnym ciele. Czarne, falowane włosy opadły jak kurtyna w okół mojej twarzy. Sięgnęłam po przedmiot który położyłam potem na biurku.- To, mój drogi, jest Stela, którą masz dać w prezencie Clarissie, gdy zyskasz jej zaufanie. Rozumiesz?
-Oczywiście, Pani.-odpowiedział brunet.
-Wspaniale. Idź. Idź Wiliamie Herondale i pozbaw ten świat jedynej broni którą ma ludzkość przeciwko mnie!



~~Perspektywa Aleca~~

Gdy wybiegłem z pokoju od razu skierowałem się do swojego pokoju żeby ubrać się w strój bojowy. Gdy to zrobiłem wyryłem sobie kilka Run, tak na wszelki wypadek. Wziąłem kilka serafickich ostrzy, dwie Stele i ruszyłem do wyjścia. W Nowym Jorku była noc, ale i tak neony pobliskich restauracji i klubów rozpraszały ciemność. Ponieważ był sierpień było bardzo ciepło. Ruszyłem w stronę ulicy by złapać taxówke. Czekałem chyba z pięć minut gdy wreszcie żółte autko stanęło przede mną. Otworzyłem drzwi w w wielkim pośpiechu usadowiłem się na tylnym siedzeniu i podałem kierowcy adres gdzie mamy jechać. 
Zapatrzyłem się w ruch na ulicy. Było tyle ludzi, tyle Przyziemnych którzy nie wiedzą, ani nigdy nie mieli się dowiedzieć o naszym świecie. Świecie Cieni. Nawet ten kierowca. Wiezie kogoś z pozoru normalnego, zwykłego... Ale tak nie jest.
W czasie gdy tak rozmyślałem, minęło pół godziny. Już piętnaście minut temu powinniśmy być na miejscu.
-Yyy... Przepraszam ale gdzie pan jedzie?-zapytałem kierowcę. 
-Spokojnie Alexandrze.-odpowiedział kierowca a ja się przeraziłem. Skąd wiedział jak mam na imię?!
-Czy my się znamy?
-Och, gdzie moje maniery?!-wykrzyknął facet- Jestem Matthew Lowe. Na pewno mnie pamiętasz.-i spojrzał w lusterko. Byłem w szoku.
-To ty.-Wymamrotałem- To ty jesteś tym demonem który był u Clary! Ale jak się tutaj znalazłeś?!-wykrzyknąłem.
-Czary mary, hokus pokus i jestem!-zaśmiał się. W tym momencie zdałem sobie sprawę że jesteśmy już po za miastem.
-Gdzie my jedziemy?
-Na wycieczkę. Chyba lubisz wycieczki-niespodzianki, prawda Alecu?-ponownie się zaśmiał- a w ogóle to co u naszej słodziutkiej Clarissy? Słyszałem że ma nowego chłopaka?-spojrzał na mnie w lusterku- Muszę cie ostrzec. Ta ruda to zwykła szmata. Dopiero co mi proponowała seks a już obściskuje się z innym i to takim którego zna ledwo dzień-prychną- Nie ma uczuć. To zwykła zdzira i kłamca.
-Nie mów tak o niej!-wrzasnąłem. W tym momencie auto gwałtownie zahamowało a ja poleciałem na przednie siedzenie pasażera.
-Tak bardzo ją kochasz, że nie możesz znieść obelg w jej stronę? To zaraz znowu ją ujrzysz. Jeśli i ty trafisz do nieba, prześlij jej ode mnie pozdrowienia.-i zanim cokolwiek zrobiłem czy powiedziałem dostałem czymś chyba metalowym w tył głowy. 
Poczułem ostry ból a potem ogarnęła mnie ciemność...

Hejka! Wybaczcie tą godzinę i długość tego rozdziału ale tylko tyle znalazłam czasu... Mam nadzieję że mi to wybaczycie :*

Jak pewnie zauważyliście zmieniłam trochę wygląd i dodałam playlistę. Chyba wam się spodoba... A! Kilka piosenek pożyczyłam od Veronicy Hunter bo się od nich uzależniłam xD Mam nadzieje że się nie obrazisz :*

Niestety nie wiem kiedy będzie nowy rozdział... :/ Wybaczcie, ale ponieważ zbliżają się święta muszę pomagać w domu, a jutro jeszcze jadę do Poznania więc, chyba nie będzie rozdziału, ale nic na pewno :*

To już chyba wszytko... xD
No to do następnego pisania :*

Clary ;3