czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 19

Rozdział 19

~~Perspektywa Jace`a~~

 Siedziałem na łóżku w swoim pokoju kiedy usłyszałem ciche pukanie. Gdyby nie Runy, mógłbym ich nawet nie usłyszeć. Po chwili drzwi się uchyliły i zobaczyłem wsuwającą się głowę z burzą jasnych włosów.


-Mogę wejść?-zapytała Anabeth cichutko.


Nie odpowiedziałem tylko kiwnąłem głową. Otworzyła drzwi szerzej i wślizgnęła się do pokoju. Zamknęła je za sobą z kliknięciem po czym podeszła do łóżka i tam stanęła.


-Jace? Wszystko w porządku?-mówiła z troską. Podniosłem głowę i spojrzałem jej w oczy. One także wyrażały niepokój i smutek. Miała wielkie cienie pod oczami po nie przespanej nocy. Tak samo jak ja.


-Nie, nic mi nie jest-mruknąłem, tylko po to by ją uspokoić. Niestety, nie uwierzyła mi.


-Przecież widzę, że coś jest nie…-i nie zdążyła już nic powiedzieć bo złapałem ją za rękę, ciągnąc w dół. Impet sprawił że położyłem się na łóżku a Ana nakryła mnie swoim pięknym ciałem. Gdy nasze usta się spotkały, byliśmy nieruchomo. Dopiero po chwili dziewczyna zaczęła powoli i delikatnie ruszać swoimi wargami, jak by nie była pewna jak ja zareaguje. Uśmiechnąłem się. Zrobiłem obrót i teraz to ona leżała na materacu a ja się pochylałem kilka centymetrów nad nią. 
-Jace...-szepnęła po czym się uśmiechnęła. Znowu złączyliśmy nasze wargi w namiętnym pocałunku. 
  

Moje ręce zaczęły błądzić po jej ciele po drodze odpinając guziki jej bluzki. Ustami powędrowałem po linij jej szczęki, w dół po szyi. Następnie przeniosłem się na obojczyk i niżej. Poczułem jak jej szczupłe palce wplatają się w moje włosy, delikatnie prostując loki na karku. 
Sprawy zapewne potoczyły by się dalej gdyby nie...
-Jace!-usłyszałem krzyk i walenie w drzwi które się otworzyły. W progu stanął nie kto inny, jak Isabelle. Chyba nie zrobiła sobie nic z tego w jakiej sytuacji nas znalazła-Jace, mama cie woła. Ciebie też Anabeth- tu wskazała na blondynkę która cały czas znajdowała się pode mną.

-A o co chodzi, Izzy?-Zapytałem, prostując się, żeby odwrócić jej uwagę od Any, która z wypiekami na policzkach zapinała pośpiesznie guziki bluzki.
 
-Domyśli się.-powiedziała patrząc mi prosto w oczy. Po tych słowach wyszła zamykając za sobą drzwi. 

Wiedziałem od razu o co chodzi.
Clary.
Spojrzałem na Anabeth która już stała prosto. Jej włosy były ułożone, bluzka zapięta i wygładzona. Wyciągnąłem rękę którą w pośpiechu ujęła i razem wyszliśmy z mojego pokoju.


Izzy powiedziała że Maryse nas oczekuje, ale nie powiedziała gdzie, więc najpierw poszliśmy do biblioteki. Nikogo tam nie zastaliśmy. Skierowaliśmy się do Inferii.
Gdy byliśmy już na korytarzu gdzie znajdowała się sala szpitalna usłyszeliśmy płacz. Wytężyłem jeszcze bardziej słuch by się upewnić że to dzieje się naprawdę

Tak. Ktoś na pewno płakał.

Serce zabiło mi szybciej. Coś się stało Clary. Jestem tego pewien. I jak gdyby Ana usłyszała moje myśli, uścisnęła mocnej moją dłoń i to ona pociągnęła mnie do otwartych drzwi.
W pierwszej chwili nie zobaczyłem nic. Przez wielkie okna wychodzące na wschód raziły promienie wchodzącego słońca. 
Po chwili moje oczy się już przyzwyczaiły do blasku i moim oczom ukazał się mały tłum ludzi otaczających łóżko. 
No może nie zupełnie tłum SAMYCH ludzi.
Przy górze łóżka stała matka Clary, Tessa. Na przeciwko niej stała Maryse, a u jej boku Robert. Następnie Isabelle opierała się o tors Magnusa. Pod ścianą, na kanapie, siedziała Lessa i Max, rozmawiając ze sobą po cichu. Ale nie tylko oni byli w pomieszczeniu. W nogach łóżka stało trzech Cichych braci. Ich głowy w popielatych kapturach zwróciły się w naszą stronę gdy weszliśmy razem z Anabeth.
Ale to co najbardziej przykuło moją uwagę, gdy Tessa odwróciła zapłakaną twarz żeby zobaczyć co się dzieje, to rude loki które niesamowicie się odcinały na czystej bieli pościeli i koszuli nocnej. A ich właścicielka nie leżała, tak jak przez kilkanaście ostatnich dni. Siedziała, obejmowana przez matkę i z dłonią Maryse na ramieniu.
Clary.
Stałem jakby zamrożony. Zobaczyłem że zmiennokształtna nachyla się do ucha dziewczyny której twarz od razu zwraca się w moją stronę. 
Ale nie mogła mnie zobaczyć. Jej piękny zielony kolor oczu, zmienił się na szary. Wodziła niewidzącym wzrokiem trochę na prawo ode mnie jak by za wszelkie skarby świata chciała mnie zobaczyć. Po chwili opuściła głowę a  na pościel kapnęły dwie wielkie łzy. Poczułem jak dłoń Any wysuwa się z mojej by mogła swobodnie podejść do Clary. 
-Jace? Jesteś tu?-zapytała Clary, cichutkim głosem cały czas ze spuszczoną głową. A ja miałem ochotę krzyczeć. Ze szczęścia, złości, smutku i bezradności. Ale opanowałem się i odpowiedziałem spokojnym głosem...przynajmniej się starałem.
-Tak. Jestem tu Clary.




Powrót! Po jakże długiej przerwie... znowu siły wyższe... ale ważne że jestem...! Rozdział krótki i nic się praktycznie nie dzieje, oprócz przebudzenia Clary. Zakończenie też mi nie wyszło tak jak chciałam... no ale cóż... :3
I mam takie pytanko... właśnie skończyłam czytać DM (podpowiem że już czwarty raz czytałam xD)  i tak się zryczałam, tyle chusteczek zmarnowałam... więc moje pytanko: Czy wy płakaliście na którymś momencie czy to DA czy DM albo innych książek? Jeśli tak to napiszcie w komentarzach :*

P.S. Przepraszam za taki nijaki wygląd LBA ale komputer się buntuje i nic już nie chce poprawić... :/

No... to już chyba wszystko...
Do napisania :*

Clary :*






















środa, 20 stycznia 2016

LBA x3 !!!

LIEBSTER BLOG AWARD!!!


Na samym początku chciałabym baaardzo podziękować za AŻ TRZY nominacje! Po jednej od:
-Veronicy Hunter (jej blog) 
-Eleny Herondale (jej blog)
-Julii Dudek (jej blog) 


Ponieważ dostałam trzy nominacje po kilkanaście pytań postanowiłam wybrać od każdej po kilka! Zaczynamy! <3


Pytania od Veronicy:
1.
Dlaczego akurat ta tematyka bloga?
Ponieważ kocham DA i DM i miałam pomysł na nową historię bohaterów i tak oto jestem :3
2. 
 Bez jakich trzech książek/książkowych serii nie mógłabyś żyć?
 Oczywiście bez DA i DM oraz H.Pottera  <3
3.
Ile masz książkowych mężów :D???
 JACE, WILL, JEM i Harry (i jeszcze wielu innych)
 4.
 Najgorsza książka jaką w życiu czytałaś?
 Niestety "krzyżacy"...
 5.
  Pisanie to twoje pasja czy hobby?
 I pasja i hobby <3


Pytania od Eleny:
1.
Co chciałabyś zmienić w sobie?
Chyba troszkę wzrost (mam 174 cm -_-)
2.
Czego najbardziej nie lubisz robić?
  Uczyć się! xD
3.
Jaką książkę poleciła byś znajomym?
 Oczywiście DA <3
4.
 Z czego czerpiesz wenę?
 Z życia <3
5.
Podaj tytuł swojej ulubionej piosenki.
Mam kilka ale jak na razie mam trzy:


Pytania od Julii Dudek:
1.
  Hobby poza blogowaniem?
Pływanie i trenuję koszykówkę <3
2.
Co robisz, gdy nie masz pomysłu na posta ?
Słucham muzyki, czytam lub coś oglądam a przede wszystkim pomagają mi przyjaciele <3
3.
Ulubiony piosenkarz, zespół, piosenkarka
Ellie Goulding, Adam Lambert i Avicii
4.
Ulubiony przedmiot w szkole?
W-F !
5. Z jaka postacią z DA się utożsamiasz?
Clary i chyba Izzy (ale tylko charakterek xD <3 )



A teraz czas na pytania ode mnie <3
1.
Co lubisz najbardziej robić?
2.
Jaką książkę przeczytałaś/łeś jako pierwszą?
3.
Jak to się stało że przeczytałeś/łaś DA?
4.
Ulubiona pora roku?
5.
Czytasz mojego bloga?
6.
Jeśli tak to co o nim sądzisz?
7.
Należysz jeszcze do jakichś fandomów?
8.
Jeśli tak to do jakich?
9.
Jakiego koloru masz oczy?
10.
Co byś zmienił/a w sowim życiu?
11.
ZA CO KOCHASZ KSIĄŻKI????



Nominuję:
http://moja-historia-daryaniola.blogspot.com/
http://jocelyn-and-valentine-story.blogspot.com/ 
http://ukrytetajemnice.blogspot.com/
http://wszystkokiedysupada.blogspot.com/
http://shadowhunters-ff-p.blogspot.com/






Jutro dodam rozdział 19 więc czekajcie cierpliwie moi kochani Nocni Łowcy <3


Clary :*










sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 18

Rozdział 18

~~Perspektywa Maryse~~

Siedziałam przy biurku w swoim gabinecie nad papierami dotyczącymi niejakiej Seraphiny, które dostałam od Cichych Braci, po tym co się tu stało kilka godzin temu.
Gdy Jace mi powiedział kto torturuje Clary nie wiedziałam co myśleć. Każdy mały Nefilim wiedział że gdy jest się niegrzecznym może przyjść zła Pani Seraphina i zabrać do swojego królestwa które jest podobno jeszcze gorsze niż Edom.
Oczywiście każdy Nocny Łowca, nawet mały, wiedział też że to JEDYNA "legenda" która jest absolutnie wyssana z palca. I wierzyłam w to... aż do teraz.
Spojrzałam na zegarek który stał przede mną i wskazywał już trzecią w nocy. Przyłożyłam palce do skroni by je sobie trochę rozmasować. Za dużo rzeczy jak na tak krótki czas
-Kochanie skończ już. Przepracujesz się.-usłyszałam głos tuż przy moim uchu. Poderwałam się jak szalona i odwróciłam się do intruza. Okazał się nim mój mąż.
-Robercie! Przestraszyłeś mnie na śmierć! Nie słyszałam jak wchodziłeś-powiedziałam z wyrzutem.
-Przepraszam, nie chciałem cie wystraszyć-powiedział z miną która mówiła że na prawdę jest mu przykro. Aż zrobiło mi się go żal-ale mam dla ciebie wieści. I co lepsze są to same dobre wieści.
-Co się stało? Clary się obudziła?!-krzyknęłam podekscytowana (co było nie na miejscu i zupełnie nie w moim stylu!) ale gdy tylko zobaczyłam minę Roberta, mój entuzjazm uleciał. Opadłam na fotel i słuchałam dalej męża.
-Clary niestety JESZCZE-dał nacisk na słowo "jeszcze"- się nie obudziła ale za to Magnus tak-uśmiechną się.
-To dobrze, ale o co chodziło ci z tym "jeszcze"? Co to ma znaczyć?
-To jest da druga wiadomość. Przyjechała Theresa Gray. Przyrodnia matka Clarissy.


~~Perspektywa Tessy~~

Gdy tylko usłyszałam że Clary zniknęła chciałam od razu wyrwać się Clave i do niej jechać, ale ten głupi Inkwizytor mi nie pozwalał bo "to by się liczyło z ucieczką, co jest surowo karane".
I nagle kilka godzin wcześniej ponownie dostałam wiadomość o Clary. Tylko teraz zawierała ona i dobrą i złą wiadomość. Clary się odnalazła ale niewidoma i coś się z nią działo...
Teraz nareszcie siedziałam w ciepłym, wygodnym aucie i jechałam do Instytutu. Deszcz lał się strumieniami ale niekiedy słońce przebijało się przez ciemnie chmury co dawało niesamowity efekt. W takich chwilach żałowałam że nie ma ze mną Jocelyn... tęsknie za nią i za zapachem farb który chyba już do niej przylgnął. Niestety... już nigdy nie namaluje nic, ani nie zobaczy jak bardzo jej córka odziedziczyła po niej ten niesamowity talent.
-To tutaj proszę pani.-usłyszałam głos kierowcy. Wyjrzałam przez okno i rzeczywiście. Byliśmy na miejscu. Dałam więc mu pieniądze i wysiadałam z taxówki. Stanęłam przed wielkim budynkiem który wyglądał na dawno nie używany kościół. Ale tak nie było.
Zaczęłam zdejmować czar, co swoją drogą było banalnie proste, pod którym ukazał się prawdziwy budynek. 
Był niesamowity. Mimo że był tu od wieków nie stracił swojej świetności. Jego liczne wierze i wieżyczki pięły się do nieba na około dwóch dzwonnic. Mimo że znajdował się pośród wielkich i nowoczesnych drapaczy, zdecydowanie był najładniejszym budynkiem.
Nigdy nie myślałam że będę mogła tu kiedyś wejść mimo że przez lata mieszkałam w Londyńskim Instytucie razem z pierwszymi Nocnymi Łowcami których poznałam i ze swoim jedynym, najpiękniejszym mężem, którego już nigdy nie zobaczę, a potem jeszcze ze swoimi dziećmi które...
Otrząsnęłam się ze wspomnień i podeszłam do wielkich drewnianych drzwi. Teraz najważniejsza jest Clary a ja tu stoję i rozpamiętuje rzeczy które minęły i nigdy nie wrócą...
Rozejrzałam się, czy nikt nie idzie, na przykład zwykły Przyziemny. Nie. Było pusto. W końcu czego się spodziewać o trzeciej w nocy. Nacisnęłam dzwonek w kształcie Anioła Razjela i wsłuchiwałam się w cudowny dźwięk który rozchodził się po wnętrzu Instytutu. Po chwili otworzył mi barczysty mężczyzna. Na pewno Nocny Łowca. Jego runy wiły się na odsłoniętych ramionach i wystawały spod czarnej koszulki.
-Dzień dobry, jestem Theresa Gray. Matka Clary.
Mężczyźnie oczy się rozszerzyły na mój widok, ale nic nie powiedział. Odsunął się od drzwi, otwierając je szerzej tym samym mnie wpuszczając.
Znalazłam się w holu który był ogromny. Sufit ginął w ciemnościach, a podłoga była z jasnego kamienia poprzecinana czarnymi liniami. Na przeciwko mnie znajdował balkon od którego po prawej i lewej wiły się schody. Na ścianach były liczne drzwi, które prowadziły w głąb Instytutu.
-Może się czegoś Pani napije?-zapytał.
-Proszę mówić mi Tessa-powiedziałam z uśmiechem.
-Oczywiście, Tesso. Ja jestem Robert Lightwood.
-Szef Instytutu?
-Nie. Mąż szefowej-i zaśmiał się serdecznie. Zawtórowałam mu.
-Mieszkałam w Instytucie, który prowadziła kobieta. I był to najlepiej prowadzony Instytut tamtych czasów-i wesołyuśmiech zamienił się w smutny. Widziałam Charlotte i Henry`ego,jak by to było wczoraj, stojących przed głównymi drzwiami i machających do mnie.
-Wszystko dobrze, Tesso?-zapytał z troską Robert.
-Tak, tak. Oczywiście. Po prostu naszły mnie stare wspomnienia.
-Ah, no dobrze. W takim razie zaprowadzę cie do salonu a potem pójdę po Maryse.
Kiwnęłam tylko głową i ruszyłam za mężczyzną. Poprowadził mnie do wielkich drzwi po prawej od frontowych. Gdy weszliśmy już tam ktoś był.
Troje dorosłych ludzi i dwoje dzieci siedziało na kanapach. Ale jedna osoba była mi znajoma. I to bardzo. Z tamtych cudownych czasów.
-Magnus?-zapytałam ze zdziwieniem i niedowierzaniem.
-Tessa.-powiedział wstając i patrząc tylko na mnie.
-To wy się znacie?-zdezorientowany Robert przenosił wzrok ze mnie na Magnusa i z powrotem. 
-Tak, ja z Tessą bardzo dobrze się znamy.
-Yyy... Przepraszam że przeszkadzam ale kim ty jesteś?-zapytała podejrzliwie brunetka łypiąc na mnie spode łba.
-Jestem Theresa Gray, matka Clary.


~~Perspektywa Aleca~~


-Pobudka śpiąca królewno-poczułem klepanie po policzku i niesamowity smród który leciał wprost na moją twarz. Otworzyłem natychmiast oczy i podniosłem głowę... poprawka- chciałem podnieść ale czaszkę i kręgosłup przeszył mi straszliwy ból. Skrzywiłem się i opadłem na... właśnie. Na co? 
Wiem, że leżałem. To było pewne. Na zimnym, chyba metalowym, stole. Ale nie wiem skąd tu się znalazłem.
Ostatnie co pamiętam to to że jechałem taxówką do Miasta Kości ale coś mi się nie podobało z kierowcą... coś mnie trapiło w związku z nim...
Kierowca...
Kierowca...
Co z nim...
Na Anioła! Kierowcą był Mat!
-No już myślałem że cie zabiłem. Trzy dni się nie budziłeś-Powiedział chłopak stając naprzeciwko mnie.Zaśmiał się krótko co brzmiało jakby metal tarł o metal.
-Co?! Jestem tu trzy dni?!-przeraziłem się. Co sobie myślą inni? A co najważniejsze... co z Clary?!-po co mnie tu ściągnąłeś?!
-Na czyjąś prośbę-uśmiechnął się. Jego niesamowicie czerwone oczy jarzyły się złośliwością.
-Kogo? I gdzie ja właściwie jestem, do cholery?!-krzyknąłem szarpiąc rękami i nogami przywiązanymi do łóżka, które, jak zauważyłem, było chirurgicznym stołem operacyjnym.
-Spokojnie, Alexandrze. Nie tyle pytań na raz. Z wielką przyjemnością chciałbym ci przedstawić osobę, która jest dla mnie szczególnie ważna w moim życiu, jak i w misji w którą jesteś teraz wplątany, przez naszą słodziutką Clarissę.-wymówił imię dziewczyny z wyraźną niechęcią i pogardą.- Nawet nie wiesz jaki masz zaszczyt Aleku.
-Gardzę tym zaszczytem-powiedziałem z nienawiścią. On się tylko na to zaśmiał.
-Oj,jeszcze mi za to podziękujesz. Z własnej woli czy nie. A teraz przedstawiam ci oto kobietę mojego życia.
-Serio?
-Matko. Wyjdź do nas.-powiedział z opanowaniem Mat.
Z ciemności wyłoniła się wysoka kobieta o włosach czarnych i falowanych w krótkiej czerwonej i bardzo obcisłej sukience.
-Witaj, Alexandrze-powiedziała aksamitnym głosem.
-Kim ty jesteś?-zapytałem.
-Ja jestem... hmm...wiesz kto to Lilith, prawda? Oczywiście, że wiesz-odpowiedziała na swoje pytanie nawet nie czekając aż się odezwę.-Więc, Lilith...przy mnie to mały pikuś. Bo ja jestem legendarną... Seraphiną.





Witajcie, Nocni Łowcy!
Powracam chyba z najdłuższym rozdziałem w dziejach tego bloga!
W sumie to może nawet być, ale jest taki nudnawy...

Chciałam wam BAAAAAARDZO podziękować za prawie 7 000 wyświetleń <3 Kocham was za to <3

I mam jeszcze takie pytanko:
Założyć taką zakładkę jak "spam" albo "pytania" gdzie będziecie mogli pytać mnie o wszystko co tylko będziecie chcieli, i nie koniecznie o bloga :*
Swoje opinie zostawiajcie w komentarzach <3

No to chyba wszystko...
Do następnego pisania <3


Clary <3





















wtorek, 5 stycznia 2016

Zła wiadomość...

Hej... 
Ponieważ przez ostatnie dni przechodzę załamanie, postanowiłam zrobić sobie króciutką przerwę w pisaniu...
Baaaardzo was przepraszam, ale muszę to zrobić...
I tu nie chodzi o to że się wypaliłam czy coś, bo ja mam 1000 pomysłów na sekundę (xD) tylko bardziej o to że mam... kłopot z przelaniem ich na słowa które utworzą cudowny rozdział, który z wielką chęcią będziecie czytać. W głowie mam już plac co i jak ale jak przyjdzie co do czego, nie umiem nic napisać i dlatego są takie krótkie i nijakie rozdziały...

Więc, mam nadzieje że mi wybaczycie te małe "wakacje" (co swoją drogą jest dla mnie męczarnią że was zawodzę...) i będziecie czekać na moje kolejne wypociny.

Mogę pojawić się w każdej chwili ale raczej nie wcześniej niż w piątek wieczorem albo sobotę...

No to do następnego napisania...


(troszeczkę podłamana) Clary





 

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 17

Rozdział 17

~~Perspektywa Clary~~

Obudziłam się w białym pomieszczeniu. Przetarłam oczy i wstałam chwiejnie. Rozeznałam się w terenie mnie otaczającym i stwierdzam jedno.
Nic nie wiem. Ani gdzie jestem, ani o co...
O nie...!
To nie może być...?!
Zamknęłam oczy i napięłam wszystkie mięśnie w nerwowym oczekiwaniu na ten cudowny głos  który usłyszałam gdy ostatni raz byłam w takim miejscu, ale... Nic. Żadnego żywego człowieka, ducha ani...Anioła. Jeszcze raz dokładnie się rozejrzałam. W końcu wzruszyłam ramionami i zaczęłam iść przed siebie. Przeszłam już kilkadziesiąt kroków i nigdzie nie doszłam. 
Byłam, dosłownie, w nicości.
Stanęłam i zaczęłam się obracać by ponownie przeszukać wzrokiem wszystko co było dookoła mnie. Ale żadnego rezultatu. Zrobiłam krok w tył i... Natrafiłam na coś! Albo raczej na kogoś!
-Na Anioła!-usłyszałam głos... co prawda anielski ale tak dobrze znany mimo że tak krótko...
-Jace?!-krzyknęłam gdy tylko się odwróciłam i spojrzałam w złote tęczówki pięknego chłopaka.
-Nie wierze-powiedział oszołomiony, po czym przyciągną mnie do siebie i ściskał tak jakby już nigdy miał mnie nie wypuścić ze swoich objęć- Na Anioła, tak się o ciebie martwiłem.-szepną w moje włosy- Ty idiotko, masz już nigdy tak mi nie robić, rozumiesz- powiedział "groźnie" patrząc mi w oczy.
-Jace, tak tęskniłam-i teraz to ja się do niego przytuliłam a po moich policzkach poleciały łzy które natychmiast wsiąkały w jego szarą koszulkę. Jace tylko pocałował mnie delikatnie w czubek głowy (musiał się delikatnie schylić, by to zrobić -_- ).
Staliśmy tak jeszcze chwile... to znaczy chyba chwile, bo dla mnie to była wieczność, ale w końcu się od siebie odsunęliśmy.
-A tak w ogóle to gdzie my jesteśmy?
-Gdzie my jesteśmy?-zapytaliśmy w tym samym momencie. Gdy się usłyszeliśmy momentalnie razem się zaczęliśmy śmiać. Ale po chwili nastała cisza gdy dotarło do nas że nie znamy odpowiedzi na te pytania.
-Tak wyglądało miejsce gdzie po raz pierwszy spotkałam się z Efizem...-powiedziałam zamyślona, przypominając sobie moją pierwszą i jak na razie jedyną wizytę w niebie.
-Z Efico?-zapytał Jace patrząc się na mnie.
-Anioł który jest moim stróżem...-powiedziałam z automatu a Jace`owi po prostu opadła szczęka. Uśmiechnęłam się na ten widok i zaproponowałam-może usiądziemy? Zapowiada się długa historia.
On tylko kiwnął głową na znak że się zgadza. Nie musieliśmy nigdzie chodzić, bo nawet nie było gdzie więc usiedliśmy tam gdzie staliśmy.
-Od czego tu zacząć-westchnęłam.
-Może najlepiej od początku.-powiedział Jace- Co się z tobą stało? Usłyszeliśmy twój krzyk, pobiegliśmy do twojego pokoju, ale ciebie już tam nie było. Była tylko potłuczona szklanka i...
-I liścik. Tak. Od Aleca.- dokończyłam smutnym tonem. Spuściłam głowę tak, że moje włosy zrobiły w pewnym sensie kurtyne między mną a Jacem.- Gdy byłam w pokoju, po tym jak od was wybiegłam, najpierw siedziałam i rozmyślałam... O was, o rodzicach, o tym czego się dowiedziałam-przerwałam i zrobiłam wdech i wydech żeby się uspokoić i kontynuowałam moją opowieść- W końcu poszłam spać ale obudziłam się po pięciu minutach i zobaczyłam tą szklankę. Ucieszyłam się, bo przyniósł mi ją Alec. Nie wypiłam jej od razu bo, nie że mi sie nie chciało pić, ale miałam przeczucie że będzie mi potrzebna ta woda na później. Gdy wstałam zerknęłam na ścianę koło łazienki. Niby zwykła a coś kazało mi do niej podejść, położyć na niej dłoń, zamknąć oczy i pomyśleć o największej, najpiękniejszej i najlepszej sali do tańczenia. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam coś tak jakby... portal? drzwi? Sama nie wiem jak to nazwać. Mniejsza o to. W tym czymś zobaczyłam taką salę jaką sobie wyobraziłam. Myślałam... nie. Ja wiedziałam że mogę tam spokojnie wejść. Że nic mi się nie stanie. I tak zrobiłam.
Słysząc jak Jace nabiera gwałtownie powietrza podniosłam głowę. Nasze spojrzenia się spotkały-jego niedowierzające, moje smutne.
-Clary, dlaczego tam weszłaś. Jak mogłaś zrobić coś tak lekkomyślnego?-zapytał blondyn. I to nie gniewnym tonem. Zapytał się... z miłością.
-Jesteś na mnie zły?
-Zły? Na ciebie? Nigdy.- patrzyliśmy sobie w oczy po czym wyciągną ręce dłońmi do góry. Ujęłam je powoli a on mnie przyciągną do siebie i mocno przytulił. Ale nie tak jak na początku-zachłannie a delikatnie okazując mi miłość... ale tak jak brat do siostry.
-Clary...-zaczął, ale po moim imieniu zaciął się i nic nie powiedział.
-Jace, powiedz mi co masz powiedzieć.-poprosiłam bo wydawało mi się że czeka mnie najgorsze, ale jeszcze nawet nie myślałam co może być tym najgorszym. Może chodzi o Anabeth? A może o...Aleca?! Już miałam się go zapytać o jego parabatai ale...
-Clary, kocham cię.
Zmarłam z otwartą buzią w jego ramionach. 
-Jace...-szepnęłam, po chwili milczenia, kiedy...
-Och, jaka słodka scenka- usłyszałam za sobą słodziutki kobiecy głos. Przekręciłam się w uścisku Jace`a i zobaczyłam że właścicielką tego głosu jest wysoka, smukła kobieta o czarnych, falowanych włosach i o identycznych oczach jak ja.
-Kim... Kim ty jesteś?-zapytał Jace 
-Jestem najpotężniejszą upadłą boginią! Jak kiedyś byłam Aniołem tak teraz jestem Panią Upadłych Aniołów!-powiedziała wszystko bardzo wyraźnie i powoli uśmiechając się przy tym promiennie.
-Ty... To ty jesteś Seraphina?!-zapytał Jace z WIELKIM zdziwieniem i trochę jakby... ze strachem? Mimo że znam Jace`a niedługo to już wiem że on się niczego nie boi.
-Brawo, młody Herondale`u. Tak. Jestem Seraphina.
-Na Anioła, ty przecież... nawet Cisi Bracia mówią że nie istniejesz.-no tak... wrócił dawny Jace. Arogancki, nonszalancki i niemożliwie sexkowny blondyn. 
-Bo sami nie chcą wierzyć, w to co może przynieść zgubę nie tylko Nocnym Łowcą ale i całemu światu. A teraz jeśli pozwolisz-powiedziała Seraphina do Jace`ego- zabiorę naszą słodką Clarissę na parę słówek w cztery oczy.-i spojrzała na mnie. Nie wiem ile ma lat. Jej ciało wygląda na dwadzieścia pięć ale oczy... oczy mówią o setkach lat przebytego nieśmiertelnego życia.
-Nie. Nie dostaniesz jej.-powiedział ostro chłopak i mocniej mnie objął.
-Och, myślisz że mi przeszkodzisz? No to się przeliczyłeś!- krzyknęła i zamachnęła się ręką. Poczułam jak Jace mnie puszcza i odlatuje na kilka metrów.
-JACE!- wrzasnęłam.
-Nic mu nie będzie. Na razie.-powiedziała kobieta.
-Czego chcesz?-zapytałam z nienawiścią i odrobiną strachu w głosie.
-Ciebie.- gdy to powiedziała zabłysły jej oczy. Nagle coś mnie poderwało do góry na kilka metrów i rzuciło o podłogę. Z impetem uderzyłam głową w ziemie, i pojawiły mi się mroczki przed oczami. 
-Clary!-usłyszałam Jace`a. Kątem oka widziałam jak wstawał chwiejnie i usiłował do mnie podejść.
Nagle usłyszałam świst przecinający powietrze i poczułam jak coś cienkiego ale niezwykle ostrego przecina mój brzuch. Dotknęłam dłonią brzucha i się przeraziłam... Krew. Po chwili poczułam takie samo ukucie bólu na rękach, policzkach i nogach. W końcu nie wytrzymałam i wrzasnęłam z bólu.
-O tak! Tak się właśnie czułam jak stałam się Upadłą. I to przez ciebie! Teraz będziesz cierpiała tak jak ja!-usłyszałam krzyk i śmiech Seraphiny.
-Nie! Clary!!!-to Jace krzyknął nagle i tak samo nagle ucichł. Z wielkim trudem, dalej smagana biczem przez Seraphine, odwróciłam głowę gdzie jeszcze przed chwilą leżał Jace... Ale teraz nie było tam nikogo. Zostałam tylko ja i kobieta która przestała już mnie biczować ale podeszła do mnie i przykucnęła i wysyczała mi wprost do ucha.
-A teraz DO WIDZENIA, śpiąca i ślepa królewno-w ostatnie słowo włożyła tyle jadu że spokojnie zabił by wszystkich w Instytucie.
A potem zabrała mnie ciemność.




Heeeeejka! 
Powróciłam po (chyba) najdłóższej przerwie w pisaniu.
Ale to nie moja wina... nie miałam internetu... :/
I przez to nie złożyłam WAM ŻYCZEŃ NA NOWY ROK!
A więc wszystkiego naj i oby rok 2016 był lepszy niż poprzedni, przynosił więcej DOBRYCH niespodzianek i by wasze postanowienia noworoczne się spełniły <3

A co do rozdziału...
W sumie... może być. Trochę dłuższy niż zwykle ale niestety tylko z perspektywy Clary. Ale chyba się wyjaśniło czemu Jace obudził się z krzykiem i co jest Clary.
Niestety wiem też, że jest mała rozbieżność pomiędzy tym rozdziałem a poprzednim (Wiadomo kto biczował Clary) Ale zorientowałam się przy końcowym pisaniu i już mi się nie chciało poprawiać. Myślę że mi CHYBA wybaczycie, prawda???

No... to chyba wszystko :*
Do następnego pisania <3
Clary :*